Na wstępie chciałam uprzedzić, nie ma tu YAOI. Jest to tekst z fandomu Harry'ego Potter'a.
Poszukuję również bety. Można zgłosić się w komentarzu.
Wspomnienia.
***
Był późny jesienny
wieczór, kiedy zostałem zwolniony z
Azkabanu, przy pomocy swoich koneksji oraz opróżnieniu znacznej sumy ze swojej
skrytki w Gringottcie, mogę czuć się w końcu wolnym człowiekiem. Cóż z tego, że pół skrytki z Gringotta poszło w
brudne łapska strażników, skoro jesteśmy
tak obrzydliwie bogaci, że w żaden sposób nie odczujemy braku tych
pieniędzy. A pobyt w Azkabanie był dla mnie doświadczeniem, którego w żadnym
wypadku nie chcę sobie przypominać, ani tym bardziej wracać tam z
powrotem. Byłem zbyt nieostrożny nawet
jak na starego, doświadczonego 40-letniego śmierciożercę. Szedłem zamyślony w
stronę swojej rezydencji zastanawiając się czy mam gdzie wrócić. Czy małżonka
po tym wszystkim co jej zrobiłem jest w stanie przyjąć mnie z powrotem? Wiem,
że nie ma za dużo do powiedzenia w tej kwestii z racji tego, że rezydencja jak
i pieniądze w Gringottcie i wszelakie dobra należą do głowy rodziny, którą jestem. Czy czeka tak wierna i posłuszna jak za
starych dobrych czasów? Początku małżeństwa? Kiedy Cyzia była młoda, piękna i
nieświadoma. Myślami wrócił do tamtych chwil...
***
Dzisiaj wraca. Słońce ma krwawą barwę, mam nadzieję, że to
nie oznacza mojego wyroku. Deszcz kropi
z okna, a ja zastawiam się czy mam być szczęśliwa, że Draco będzie miał w końcu
ojca, czy bać się o to, że nie zrobiłam nic, żeby go stamtąd wyciągnąć. Nic, to
za dużo powiedziane próbowałam porozmawiać z ministrem, zasugerowałam nawet ,
że dofinansuje remont Departamentu
Ochrony Różdżek, ale zostałam odesłana z kwitkiem. Co mnie zdziwiło Knot był oburzony moja próbą
przekupienia. Jest młody i wierzy ślepo
w ideały, które sam sobie wykreował. Głupiec. Cały czas trzeba wałczyć, a
ideały rozmyły się jak mgła… Czarny Pan użył swoich zdolności i pod lekkim
naciskiem Imperiusa strażnicy przyjęli łapówkę która była przygotowana na TEN
dzień. Nigdy nie spłacę długu wobec Czarnego Pana, jedynie jak mogę się
zrekompensować to będąc wierną służką i spełniać jego rozkazy. Jako wierni śmierciożercy nasze
dzieci są pod specjalna opieką Pana do czasu, kiedy będą wystarczająco dorośli
by mu służyć. Nie straszny mi Cruciatus, kiedy wiem, że mój synek jest
bezpieczny.
Mam nadzieję, że do tego czasu on będzie
martwy, ale nie dzielę się z nikim ta wizją. To niebezpieczne . Na szczęście Lu
nauczył mnie legilimnecji i oklumencji i nie boję się myśleć o jego upadku. A kiedyś była młoda piękna i naiwna… Myślami
powróciła do starych czasów swojej młodości...
***
Czekała
na niego, nie dlatego, że był spóźniony, lecz dlatego, że wypadało jej być
gotową wcześniej na wieczór niespodziankę. Była
młoda i czasami zbyt nadgorliwa jeśli chodziło o polecenia męża. Włosy spięła w
elegancki kok, który jej jako dwudziestodwulatce dodawał powagi i wyglądała jak
dumna czystokrwista czarownica, którą w istocie była. Teściowa powiedziała, że
wygląda staro, a Narcyza uśmiechnęła się słysząc to. Przecież właśnie o to jej
chodziło. Wyglądać poważniej i z klasą. Siedziała sztywno w salonie na jednym z
ozłoconych foteli oczekując na swojego arystokratycznego małżonka. Miało to być
pierwsze oficjalne wspólne wyjście, świeżo poślubionych sobie młodych
Malfoy'ów. Pani Malfoy była zdenerwowana, chociaż nie okazywała tego po sobie.
Jedynie można było zauważyć mocno ściśnięte razem dłonie w których ściskała
srebrna kopertówkę. Nie była nigdy poza swoim domem a teraz rezydencją
Malfoy'ów. Z drugiej strony była podekscytowana domyślała się, że Luc zabierze
ja do ich Pana. W myślach powtarzała nazwiska zwolenników Czarnego Pana, ich
dzieci, wszelkich powiązań wyuczonych podczas lekcji z ojcem odnośnie polityki.
Miała nadzieję, że zostanie naznaczona jeśli
taka będzie wola Pana. Kiedy ojciec opowiedział jej o ideologii Czarnego Pana
to była pod wrażeniem, jak można być taka genialnym? Oczyścić świat
czarodziejski ze szlam i czarodziei półkrwi. I zapanować nad mugolskim i czarodziejskim świecie. Byłby to świat, gdzie
śmierciożercy maja wysokie stanowiska i rządzą wg woli ich Mistrza. Narcyza
została oczarowana tymi obietnicami i nie mogła się doczekać aby go spotkać .
Pan domu wkroczył władczo do salon lustrując małżonkę, kiwnął głową aprobująco
a wargi uniosły się w lekkim uśmiechu.
-Narcyzo
wyglądasz olśniewająco- powiedział Lucjusz wyciągając ku niej dłoń. Posłała mu
zdenerwowany uśmiech i ucałowała w policzek.
-Dziękuję
Lucjuszu. Czy wybieramy się tam gdzie podejrzewam?
-Tak
kochanie, do Doliny Salazara. Będziemy przebywać w posiadłości Riddle Manor. -
Narcyza uśmiechnęła się tryumfalnie, ukrywając poczucie satysfakcji pochylając
się i poprawiając swoja zgniłozieloną suknię balową aż się opanowała. Nie
chciała wprawiać męża w zdenerwowanie przed tak ważną wizytą. Była pełna
nadziei na lepszy świat.
Zapytał
czy jest gotowa i po chwili aportowali się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz