piątek, 14 marca 2014

Początek końca.


Na wstępie chciałam uprzedzić, nie ma tu YAOI. Jest to tekst z fandomu Harry'ego Potter'a.
Poszukuję również bety. Można zgłosić się w komentarzu.
 Wspomnienia.

                                                                                            ***
Był późny jesienny wieczór, kiedy  zostałem zwolniony z Azkabanu, przy pomocy swoich koneksji oraz opróżnieniu znacznej sumy ze swojej skrytki w Gringottcie, mogę czuć się w końcu wolnym człowiekiem. Cóż  z tego, że pół skrytki z Gringotta poszło w brudne łapska strażników, skoro jesteśmy  tak obrzydliwie bogaci, że w żaden sposób nie odczujemy braku tych pieniędzy. A pobyt w Azkabanie był dla mnie doświadczeniem, którego w żadnym wypadku nie chcę sobie przypominać, ani tym bardziej wracać tam z powrotem.  Byłem zbyt nieostrożny nawet jak na starego, doświadczonego 40-letniego śmierciożercę. Szedłem zamyślony w stronę swojej rezydencji zastanawiając się czy mam gdzie wrócić. Czy małżonka po tym wszystkim co jej zrobiłem jest w stanie przyjąć mnie z powrotem? Wiem, że nie ma za dużo do powiedzenia w tej kwestii z racji tego, że rezydencja jak i pieniądze w Gringottcie i wszelakie dobra należą do  głowy rodziny, którą jestem.  Czy czeka tak wierna i posłuszna jak za starych dobrych czasów? Początku  małżeństwa? Kiedy Cyzia była młoda, piękna i nieświadoma. Myślami wrócił do tamtych chwil...


                                                                                             ***

Dzisiaj wraca.  Słońce ma krwawą barwę, mam nadzieję, że to nie oznacza mojego wyroku. Deszcz  kropi z okna, a ja zastawiam się czy mam być szczęśliwa, że Draco będzie miał w końcu ojca, czy bać się o to, że nie zrobiłam nic, żeby go stamtąd wyciągnąć. Nic, to za dużo powiedziane próbowałam porozmawiać z ministrem, zasugerowałam nawet , że dofinansuje remont  Departamentu Ochrony Różdżek, ale zostałam odesłana z kwitkiem.  Co mnie zdziwiło Knot był oburzony moja próbą przekupienia. Jest młody  i wierzy ślepo w ideały, które sam sobie wykreował. Głupiec. Cały czas trzeba wałczyć, a ideały rozmyły się jak mgła… Czarny Pan użył swoich zdolności i pod lekkim naciskiem Imperiusa strażnicy przyjęli łapówkę która była przygotowana na TEN dzień. Nigdy nie spłacę długu wobec Czarnego Pana, jedynie jak mogę się zrekompensować to będąc wierną służką i spełniać jego  rozkazy. Jako wierni śmierciożercy nasze dzieci są pod specjalna opieką Pana do czasu, kiedy będą wystarczająco dorośli by mu służyć. Nie straszny mi Cruciatus, kiedy wiem, że mój synek jest bezpieczny.
 Mam nadzieję, że do tego czasu on będzie martwy, ale nie dzielę się z nikim ta wizją. To niebezpieczne . Na szczęście Lu nauczył mnie legilimnecji i oklumencji i nie boję się myśleć o jego upadku.  A kiedyś była młoda piękna i naiwna… Myślami powróciła do starych czasów swojej młodości...


 
                                                                                           ***

Czekała na niego, nie dlatego, że był spóźniony, lecz dlatego, że wypadało jej być gotową wcześniej na wieczór niespodziankę. Była młoda i czasami zbyt nadgorliwa jeśli chodziło o polecenia męża. Włosy spięła w elegancki kok, który jej jako dwudziestodwulatce dodawał powagi i wyglądała jak dumna czystokrwista czarownica, którą w istocie była. Teściowa powiedziała, że wygląda staro, a Narcyza uśmiechnęła się słysząc to. Przecież właśnie o to jej chodziło. Wyglądać poważniej i z klasą. Siedziała sztywno w salonie na jednym z ozłoconych foteli oczekując na swojego arystokratycznego małżonka. Miało to być pierwsze oficjalne wspólne wyjście, świeżo poślubionych sobie młodych Malfoy'ów. Pani Malfoy była zdenerwowana, chociaż nie okazywała tego po sobie. Jedynie można było zauważyć mocno ściśnięte razem dłonie w których ściskała srebrna kopertówkę. Nie była nigdy poza swoim domem a teraz rezydencją Malfoy'ów. Z drugiej strony była podekscytowana domyślała się, że Luc zabierze ja do ich Pana. W myślach powtarzała nazwiska zwolenników Czarnego Pana, ich dzieci, wszelkich powiązań wyuczonych podczas lekcji z ojcem odnośnie polityki.
 Miała nadzieję, że zostanie naznaczona jeśli taka będzie wola Pana. Kiedy ojciec opowiedział jej o ideologii Czarnego Pana to była pod wrażeniem, jak można być taka genialnym? Oczyścić świat czarodziejski ze szlam i czarodziei półkrwi. I zapanować nad mugolskim i  czarodziejskim świecie. Byłby to świat, gdzie śmierciożercy maja wysokie stanowiska i rządzą wg woli ich Mistrza. Narcyza została oczarowana tymi obietnicami i nie mogła się doczekać aby go spotkać . Pan domu wkroczył władczo do salon lustrując małżonkę, kiwnął głową aprobująco a wargi uniosły się w lekkim uśmiechu.
-Narcyzo wyglądasz olśniewająco- powiedział Lucjusz wyciągając ku niej dłoń. Posłała mu zdenerwowany uśmiech i ucałowała w policzek.
-Dziękuję Lucjuszu. Czy wybieramy się tam gdzie podejrzewam?
-Tak kochanie, do Doliny Salazara. Będziemy przebywać w posiadłości Riddle Manor. - Narcyza uśmiechnęła się tryumfalnie, ukrywając poczucie satysfakcji pochylając się i poprawiając swoja zgniłozieloną suknię balową aż się opanowała. Nie chciała wprawiać męża w zdenerwowanie przed tak ważną wizytą. Była pełna nadziei na lepszy świat.
Zapytał czy jest gotowa i po chwili aportowali się.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz