piątek, 29 lipca 2016

a wszystko tak szybko się zaczęło 2.


Zapraszam na kolejny rozdział.
p.s. kolejne rozdziały czekają na publikację :)
***


Był późny jesienny wieczór, kiedy zostałem zwolniony z Azkabanu, przy pomocy swoich koneksji oraz opróżnieniu znacznej sumy ze swojej skrytki w Gringottcie, mogę czuć się w końcu wolnym człowiekiem. Cóż z tego, że pół skrytki z Gringotta poszło w brudne łapska strażników, skoro jestśmy tak obrzydliwie bogaci, że w żaden sposób nie odczujemy braku tych pieniędzy. A pobyt w Azkabanie był dla mnie doświadczeniem, którego w żadnym wypadku nie chcę sobie przypominać, ani tym bardziej wracać tam z powrotem. Byłem zbyt nieostrożny nawet jak na starego, doświadczonego 40-letniego śmierciożercę. Szedłem zamyślony w stronę swojej rezydencji zastanawiając się czy mam gdzie wrócić. Czy małżonka po tym wszystkim co jej zrobiłem jest w stanie przyjąć mnie z powrotem? Wiem, że nie ma za dużo do powiedzenia w tej kwestii z racji tego, że rezydencja jak i konta w Gringottcie i wszelakie dobra należą do głowy rodziny, którą jestem. Czy czeka tak wierna i posłuszna jak za starych dobrych czasów? Początku = małżeństwa? Kiedy Cyzia była młoda, piękna i nieświadoma. Myślami wrócił do tamtych chwil...
                                                                            
                                                                             ***




Był późny wieczór dwa dni po naszym ślubie, leżeliśmy razem w łóżku. Co chwilę zerkałem na moją żonę zbierając się w sobie. Wyznania jakiekolwiek by nie były, nie należą do najłatwiejszych.
- Revelo - szepnąłem ukazując świeżo poślubionej małżonce wypalony Mroczny Znak, symbol przynależności do Voldemorta. Narcyzie zaświeciły się oczy.
- Służysz mu? Czemu nikt mi nic nie powiedział? Kiedy go poznam w końcu? Lucjuszu…- w głosie Narcyzy można było wyczuć podekscytowanie.
- Kochanie, to wszystko było dla Twojego dobra. . Wiesz, że ludzie nie są przychylni Panu. Twój ojciec wpisał to w kontrakt narzeczeński, którego oczywiście nie widziałaś. Taka była jego wola. - Dłużej nie mogłem tego ukrywać. Czy byś mnie chciała jako śmierciożercę? No tak, przecież jeszcze nie znasz Go, kochanie nie wiesz sama czego pragniesz. Oby nas to nie zniszczyło. Uśmiecham się do ciebie uspokajająco i całuję Twoje piękne włosy, pachnące lawendą. Nie zadajesz pytań, jesteś taka łatwowierna, uległa. Nauczę Cię oklumencji i legilimencji, żebyś była bezpieczna. Nie wiesz co on z nami robi. A jak go poznasz to go znienawidzisz, ale nie będzie już odwrotu.
- - Poznasz go w stosownym momencie. - oby nie za szybko…Chciałbym żebyś się nigdy nie dowiedziała kim on jest, lecz to nieuniknione. Całuję cię w policzek na dobranoc i w zastanawiam się jak cię przed nim obronić. Też kiedyś wierzyłem w jego plan zapanowania nad światem. Wtedy to wydawało się takie wspaniałe. Wierzyłem, że mogę podbić świat z Czarnym Panem jako przywódcą. Jakie życie bywa rozczarowujące, zamiast podbijać świat padam przed nim na kolana wijąc się w agonii, przez kolejne źle wykonane zadanie. Cruciatus to nie łaskotki, a Czarny Pan nigdy nie wybacza. Dlatego muszę Cię chronić, nie pozwolę, żebyś cierpiała, mimo naszego aranżowanego małżeństwa. Jesteś moja i nikt inny oprócz mnie nie ma prawa cię skrzywdzić.




***


Zamek Riddle Manor wykonany był z szarego kamienia z czasów, gdy Dumbledore był dzieckiem. Podobno sprowadzane zostały prosto z Stonhenge na życzenie pradziadka Marceliusza Ksaweriusza Riddle'a, który po śmierci żony kazał go wybudować na jej cześć. Na jednej z wieży widniała flaga rodu Riddle'ów. Niewielu znało sekret Czarnego Pana odnośnie jego czystości krwi, dlatego nikt nie śmiał podważyć autentyczności tej bajeczki wyssanej z palca. Oczywiście taktownie milczałem, najbezpieczniej dla mnie i mojej rodziny. Za dużą miałem wiedzę i trzeba było uważać. Dlatego tez zostałem doradcą lub jak kto woli prawą ręką Pana. Byłem najbardziej bezpieczny, ale i mogłem w szybkim tempie zostać śmiertelnym wrogiem. Zaraz po moim przyjacielu - Severusie, który był służalczo posłuszny. Niestety, niewielu znało prawdziwą historię jakoby rodzina zamieszkująca zamek została przetrzymywana w lochach, torturowana i wymordowana. Oczywiście Cyzia znała pierwszą jakże wyidealizowaną, przekłamaną i wygodną wersję. Dlatego patrzyłem z lękiem na ten zamek, który kiedyś dawał nadzieję na lepszy świat.


***


Lucjusz opowiedział mi romantyczną historię zamku Riddle Manor. Jak pradziadek musiał kochać swoją małżonkę. Wzruszyło mnie to. Fascynują mnie takie historie, ponieważ sama tkwię w małżeństwie z rozsądku. Po prostu nasi rodzicie pewnego wieczory przy winie stwierdzili, że to małżeństwo przyniesie duże korzyści naszym rodzinom. Oczywiście się nie sprzeciwiałam woli mojego , Merlinie miej go w swojej opiece, ojca i wyszłam za mąż za zupełnie obcego człowieka. Wiedziałam o nim tyle, że uczęszczał do Hogwartu i był wybitnym uczniem. Jako, że długo chorowałam na smocza ospę i komplikacje po niej, nie poszłam do Hogwartu, a zawsze o tym marzyłam. Pobierałam nauki w domu od ojca i wynajętych nauczycieli. Słyszałam wiele zapierających dech w piersiach opowieści o samym zamku i duchach w nim, oraz o wielkim czarodzieju Dumbledorze, który ukochał sobie szlamy i mugoli, i nie wykorzystał swojej mocy tak jak nasz Pan i w efekcie zostanie kiedyś z niczym. Kwestia czasu. Czarny Pan ma plan, dzięki któremu czystokrwiści zajmą odpowiednie im miejsce, na czele świata. Stanie się tak wtedy, kiedy wszelkie plugastwo jakim są mugole i szlamy znikną z powierzchni globu.

Zamek Lorda nie wzbudził mojego zachwytu, wyglądał…pospolicie. Jego wygląd rekompensowała jakże piękna historia. Bramę otworzyła się kiedy Lucjusz wyciągnął rękę ze Znakiem. Drzwi natomiast otworzył nam lokaj kłaniając się nisko. Staliśmy w Wielkim Holu i czekaliśmy na gospodarza. Zaczęłam się denerwować, moja ekscytacja wyparowała. Zaczęłam w myślach recytować nazwiska i koneksje zwolenników Pana, kiedy zauważyłam postać kierującą się w nasza stronę. To był ON. Wyglądał onieśmielająco. Jego krwistoczerwone oczy przyciągały wzrok, patrzyłam na niego i oniemiałam. Był przystojny… Może nie jak mój mąż, ale miał w sobie coś co przyciągało do niego ludzi. Możliwe, że potęga tak ich przyciągała. Miał brązowe ciemne włosy, bladą wręcz pergaminowa skórę i jak się okazało nienaganne maniery. Czarny Pan kulturalnie odchrząknął i oczywiście zarumieniłam się wściekle, będąc przyłapaną na gapieniu się. Wyciągnął ku mnie swoją bladą wypielęgnowaną dłoń, ja podałam swoją, którą szarmancko ucałował, uśmiechnął się i rzekł:
- Witam w moich skromnych progach madame. Lucjuszu widzę, że w końcu przyprowadziłeś swoją jakże piękną małżonkę. - grzecznie dygnęłam, przedstawiłam się cały czas będąc uśmiechnięta. Cóż to było za szczęście, że mogłam GO poznać! Po chwili Lord zostawił nas samych, wymawiając się obowiązkami gospodarza. Odetchnęłam z ulgą, kiedy przebrnęłam przez posiłek bez żadnej gafy. Nie zostało by mi to wybaczone tak łatwo. Żony innych zwolenników były nijakie, ze źle dobranymi sukniami, fatalnym makijażem i całą resztą. Byłam krańcowo obrzydzona do nich. Zapragnęłam, aby była z nami moja siostra Bella, która w tym roku kończy Hogwart. Tęskniłam za nią. Była powierniczką moich sekretów i diabelnie dobrą, ale pełną agresji czarownicą. Po powrocie z udanego wieczoru zostałam zaproszona przez Lucjusza do jego gabinetu. Powiedział to bardzo surowym tonem, byłam przekonana, że coś poszło nie tak. Bałam się wejść do jego gabinetu, ale jaki miałam wybór?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz